czwartek, 29 sierpnia 2019

Międzygórze - Zapora Wodna Międzygórze - Igliczna (Maryja Śnieżna) - Bacówka "Biała Woda" - Międzygórze. (Roboczo: Czochranie trawy i pierwsze tegoroczne grzyby)

17 kilometrów górskiej przygody, tak można by podsumować jeden z dni spędzonych na szlaku (trasę wyżej podaje Rafał). Szlak biegnący spod samej kwatery, przez zaporę (o której każe mi coś napisać Rafał, ale ja się nie znam na zaporach), pod górkę przez las, do Sanktuarium Matki Bożej Śnieżnej to bardzo malownicza trasa, z figurką Śnieżnej Marii po drodze. Na kościół położony wysoko w lesie zwróciliśmy uwagę już podczas jazdy do Międzygórza i od razu pomyśleliśmy, że może być to niesamowite miejsce. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na miejscu zastaliśmy sanktuarium ogrodzone i strzeżone jak siedziba wojsk Nato, z ilością tabliczek z zakazami, które od razu ostudziły nas przed wejściem do środka. No sorryyy........Nasza wędrówka nie skończyła się na sanktuarium. Zaliczyliśmy bacówkę, gdzie pojedliśmy trochę i nadaliśmy imię małej owcy, konwersując z nudzącym się tam strasznie ukraińskim chłopcem, którego mama z babcią w rzeczonej bacówce gotowały różne specjały i sprzedawały owcze sery. W drodze powrotnej udało się nam zebrać grzyby na kolację, w tym zupełnie nieznane mi wcześniej borowiki ceglastopore, których w tamtych lasach jest bardzo dużo. Wszystko przy leśniej drodze, bo dostałam zakaz wchodzenia do lasu, który  w przeciwnym razie wciągnąłby mnie do późnej nocy. (AB)




Aga, przewodniczka ;)













Czochranie trawy :)



wtorek, 27 sierpnia 2019

Śnieżnik Kłodzki: 1426 mnpm

To nasza druga w tym roku, po Bieszczadach wyprawa w góry. Tym razem postanowiliśmy spenetrować Sudety Wschodnie, a dokładnie Masyw Śnieżnika. W tym celu pojechaliśmy do Międzygórza, pięknej górskiej miejscowości z domkami w stylu tyrolskim. Wszystko w tej wyprawie zagrało. Słonko świeciło, ptaszki ćwierkały, wiewiórki skakały po drzewach, a my podziwialiśmy przepiękne krajobrazy, wędrując po lasach i wdrapując się na górki mniejsze i większe 😉 Gdy dodać jeszcze, że grzyby na kolację prawie same wskakiwały nam do torby, a zimne piwko chłodziło się w lodówce, no cóż…. jak w niebie między górami. To drogą wstępu, o grzybach i innych historiach będzie w kolejnych wpisach. (AB)